poniedziałek, 18 maja 2020

Naturalny Krem BB idealny na lato

Naturalny Krem BB idealny na lato

Dziś chciałabym Wam przedstawić moje oczko w głowie, mój makijażowy "must have" na okres letni (i nie tylko), bo wiem, że na lato większość kobiet odchodzi od ciężkich, matujących kosmetyków na rzecz właśnie tych lekkich, podkreślających świeżą opaleniznę, a ciężko dziś dostać Krem BB, który NIE BĘDZIE kolejnym fluidem, który daje efekt maski, bądź przeciwnie - zwykłym kremem, który nie wyrównuje kolorytu cery i nawet nie nawilży odpowiednio.


Tak więc przedstawiam Wam 



Delikatnie wyrównuje koloryt skóry oraz pomaga ukryć niedoskonałości. Powiedziałabym, że zostawia cerę odżywioną (jest to efekt widoczny) i rzeczywiście wyrównuje koloryt w sposób subtelny, ma lekką konsystencję, rozprowadza się równomiernie, pozostawiając skórę jednolicie gładką, nawilżoną i promienną. Dodatkowo zapewnia on ochronę przed słońcem (filtr przeciwsłoneczny SPF 15 UVA-UVB). 






PC BB Krem Aloesowy to produkt 3 w 1, który łączy nadzwyczajną skuteczność nawilżającego, odżywczego, regenerującego i przeciwzmarszczkowego kremu do twarzy z kremem chroniącym przed nadmiernym promieniowaniem UVA, UVB. Dzięki niemu możesz nadać swojej skórze idealny, naturalny wygląd za pomocą jednego produktu.

Oparty jest na naturalnym ekstrakcie z aloesu, olejku migdałowym, maśle shea i naturalnych pigmentach. 





Dostępne kolory:

- light
- normal


Ja używam Normal i chociaż mam dość jasną karnację w zimie to pięknie ożywia mi cerę, w lato oczywiście podbija lekko opaleniznę więc jaśniejszy kolor poleciłabym naprawdę osobom, które mają BARDZO jasną karnację.



Jak stosować?
Niewielką ilość kremu nanieś na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, delikatnie wklep, aż do całkowitego wchłonięcia. Tubka przy codziennym korzystaniu starcza spokojnie na 3-4 miesiące. Mnie taka tubka starcza na 5-6 miesięcy przy prawie codziennym stosowaniu. Używam go od ok. 2 lat. W międzyczasie dałam się namówić ciekawskim oczom na wypróbowanie dwóch drogeryjnych z Garniera i Ziaji, ale efekt porównywalnie słaby. 


Zachęcam też do posłuchania Pani Doroty na temat naszej wegańskiej serii aloesowej




Muszę jeszcze przypomnieć, że w zakładce "Zakupy z 40% rabatem" jest link do rejestracji, dzięki któremu taki rabat otrzymacie na wszystkie kosmetyki Perfect Coll.


I oczywiście dodatkowa promocja na Dzień Matki




____________________________
______________________________


Co myślicie?Korzystacie z kremów BB? Macie jakieś sprawdzone?

Jak radzicie sobie latem?


wtorek, 5 maja 2020

Kilka pomysłów na... prezent na Dzień Matki..

Kilka pomysłów na... prezent na Dzień Matki..

Zbliża się 26 Maja - Dzień Matki.
W Niemczech przypada on na 10 maja. Stąd mój pośpiech z postem. Sama mam coroczny problem z wyborem, wymyślaniem prezentów i to nie tylko na Dzień Matki. Czasem uda wymyślić mi się coś zabawnego i spersonalizowanego, ale pomysły z roku na rok coraz trudniej przychodzą. 

W tym roku nie jest mi dane spędzać tego święta z Mamą, jestem w DE i nie zapowiada się, abym w najbliższym czasie mogła udać się do Polski. Ale co nieco trzeba wymyślić, aby Mama poczuła się wyjątkowo. 💖


Oto kilka propozycji prezentów ode mnie dla Was. Wszystkie sprawdziłam i były strzałem w dziesiątkę. Może któryś z nich będzie Twoim tegorocznym? 




  • Wino z etykietą personalizowaną

Wino (+ czekoladki - umówmy się) jest super opcją jeśli nie Chcesz wydawać, albo po prostu nie wydajesz co roku większej sumy na prezent.
Ale chociaż spersonalizuj tym razem to wino. Takie specjalnie dla Niej. To nie trudne.
Kupujesz „najlepsze” wino, kupujesz kilka kartek papieru samoprzylepnego i tworzysz ładna etykietę specjalnie dla Mamy (jest sporo gotowych, ale ja robiłam taką etykietę samodzielnie z tego co znalazłam w internecie), drukujesz, naklejasz i ulubione wino staje się czymś więcej:) jest to naprawdę minimalny nakład pracy w porównaniu z uśmiechem jaki zobaczysz. 



Zdj. ze strony www.swistakpakuje.pl


  • Skrzyneczka łakoci.

Dla lubiących tworzyć prezenty fajną opcją może być także skrzyneczka łakoci (bądź słoik) zrobiona samodzielnie - oczywiście tych także jest mnóstwo gotowych, ale odbierają przyjemność z tworzenia. Samodzielnie wykonany prezent ma jednak jakąś taką moc, że w chwili wręczania naprawdę widać moc uczuć ( obustronnie, bo jednak jak zrobisz sam to jesteś BARDZIEJ zadowolony z tego uśmiechu – chcesz, żeby się podobało).
Do takiej skrzyneczki naprawdę możesz włożyć co tylko sobie umyślisz – od cukierków, po śmieszne drobiazgi. 





  • Książka 

Tutaj szczególnie polecę książki samorozwojowe np. Seria M. Zawadki "Chcę Być Kimś", ale i także poradniki jak planować dzień itp. Oczywiście jeśli znacie Mamę na wylot to można się pokusić o pozycje bardziej wyszukane - ale to już indywidualne preferencje - czy lubi kryminały, czy może woli książki obyczajowe. 





  • Perfect Coll

Wysokiej jakości kosmetyki naturalne zawsze są dobrym pomysłem, o ile Mama jeszcze ich nie zna.
Moja jest w nich zakochana.
Jeśli chcesz podarować Mamie wszystko co najlepsze, zadbać o nią, to kosmetyki naturalne z PC są idealnym prezentem.
Komu się zdarzyło dać w prezencie jakiś kosmetyk, czy zestaw kosmetyków „palec do budki”.

A wiadomo jak te dzisiejsze składy kosmetyków wyglądają....
I tutaj w Perfect Coll mamy szerokie pole manewru - możemy określić sobie zakres cenowy i skomponować naprawdę świetny zestaw prezentowy. Osobiście polecam PC Kolagen Złoty 24-karatowy anty aging - prezentuje się bardzo ekskluzywnie, a i jego moc działania jest naturalnie idealna. Pisałam o nim pokrótce tutaj. Która Mama nie chciałaby poczuć się i wyglądać młodziej

Uwierzcie mi na słowo - Moc złota w buteleczce to bardzo wyrafinowany prezent. Będzie zachwycona. 





Więcej o kolagenie na kanale YT oraz na stronie.

Wrzucam Wam także gotowe zestawy prezentowe od PC. (link dostępny chyba po rejestracji na stronie jako klient)




  • Bransoletka

Świetnym prezentem może być także minimalistyczna symboliczna bransoletka. U mnie strzałem w dziesiątkę okazała się bransoletka od Lilou. Sznurkowa, cieniutka, niby nie rzucająca się w oczy, a jednak mówiąca tak wiele. Na stronie dość duży wybór, lubię tam zaglądać.





_____________________________

Jak Wam się podobają moje propozycje?

A Ty jaki prezent proponujesz w tym roku?
A może będzie bezprezentowo?




wtorek, 28 kwietnia 2020

Historia mojego związku z książkami, czyli co czytam najchętniej.

Historia mojego związku z książkami, czyli co czytam najchętniej.

Z książkami mam dość emocjonujący i burzliwy związek.
Szukam pozycji niestandardowych, wciągających i pozostawiających ślad w mojej pamięci.

Mam taki swój okres na czytanie książek, który przychodzi z znienacka i trwa średnio 4/5 książek. Potem mam przesyt i potrzebuję "ogłupienia" w postaci seriali czy filmów.
Ten z kolei trwa aż do następnej potrzeby czytania. Czasem jest to miesiąc, a czasem cztery. Nie potrafię tego określić, rozbieżność bywa zbyt duża.


  • Kiedyś

Do lektur w szkole rzadko sięgałam – im starsza byłam tym więcej czytałam...ale nie lektur.

W podstawówce moje serce skradła lektura F. Mólnar „Chłopcy z placu broni”. Pamiętam tą fascynacje i trwa do dziś mimo, że treści nie pamiętam już zbyt dobrze. Chyba muszę sięgnąć po nią jeszcze raz. „Anię z zielonego wzgórza” natomiast czytałam dość pobieżnie i bez entuzjazmu czy zaciekawienia. Wolałam czytać „Przygody Mikołajka”




Nie wiem czy powinnam się przyznawać, ale „Krzyżaków” nie ruszyłam. Nie ruszyłam także „Pana Tadeusza” czy „Nad Niemnem”. Podobała mi się za to „Zemsta” i „Moralność Pani Dulskiej”. Oczywiście opierałam się na streszczeniach – w internecie było ich dużo, a i znalazły się szczegółowe, które ratowały moje oceny. Tym sposobem miałam dobre oceny (o dziwo czasem bardzo dobre) i zaoszczędzony czas, który wykorzystywałam na inne książki.


Z perspektywy czasu stwierdzam, że to było świetne rozwiązanie.


Długi czas w okresie młodzieńczym czytałam książki typowe dla nastolatek. Serię A. Brashares „Stowarzyszenie wędrujących dżinsów”, czy „Buba” B. Kosmowskiej itp.

Potem przyszła faza na thrillery. S. King, D. Koontz, H. Coben.... Thrillery/kryminały lubię po dziś dzień i najchętniej po nie sięgam, chociaż tematyka miłości w dobrej fabule jest także mile widziana. „Zanim się pojawiłeś” J. Moyes i „Pamiętnik” N. Sparks'a to te książki, których nie zapomnę i które pięknie wpasowały się emocjonalnie w określony moment mojego życia.



Takim momentem było też liceum i faza na Sagę „Zmierzchu” S. Meyer. Przeczytałam wszystkie części i jedna jedyna druga część (Księżyc w Nowiu) emocjonalnie wpasowała się w mój aktualny wtedy stan uczuć przez co mam do niej sentyment.



Nie przeczytałam ani jednej części Harrego Pottera. Nie lubię fantastyki i unikam takich książek (tak wiem, "Zmierzch" także jest fantastyką) Nie czuję, że coś mnie ominęło, bo nie mam potrzeby aż po dziś dzień po nią sięgać. Jednak chyba jestem w duuuużej mniejszości. :)



Nie czytam książek więcej niż raz. Jedynym wyjątkiem była książka D. Koontz'a "Głos nocy". Tą czytałam dwa razy. Jest moją NAJ. Przy gatunku thrillera dziecięcy bohaterowie po prostu mnie „urobili”. Każdemu ją polecę. Szybko, przyjemnie się czyta no i może być to pozycja dla młodszych czytelników. Sięgnęłam po nią mając ok. 13-14 lat.




Zawsze szukam książki po okładce. Zaraz potem sięgam po wstępny opis i wtedy stwierdzam czy będzie chemia czy jednak nie. 


Zdarzyły się buble i moja intuicja zawiodła przy kilku książkach. Pamiętam D. Koontz'a „Nocna zmiana” i S. King'a „Dziewczyna, która kochała Toma Gordona”. Szły jak krew z nosa...ciężko i mozolnie, ale być może był to przesyt thrillerów. 


Bardzo się zawiodłam także na serii „50 Twarzy Greya”. Po przeczytaniu pierwszej części, którą pochłonęłam w podajże 2 wieczory, drugą doczytałam do połowy i miałam dość. Typowy erotyk z beznadziejnie płytką fabułą. No, ale kobietom się to podoba, a o gustach się niby nie dyskutuje.

Nie mogę przeżyć, że straciłam konto na Biblionetce. Miałam tam mnóstwo pozycji na przestrzeni 10 lat, których już teraz nie jestem w stanie sobie odtworzyć w całości. Bardzo szkoda. Moja pamięć jest wybiórcza.


Mój namiętny związek z książkami przechodził kryzys, gdy studiowałam (w bibliotece bywałam, ale książki były jakieś nie te) oraz, gdy pracowałam po powrocie z macierzyńskiego. Książki w tych okresach mogłabym policzyć na palcach dwóch rąk.



  • A teraz?

Ostatnie relacje z książkami mam jednak bardzo udane. Czy możliwe, żeby tylko kilka pozycji na 100 było mizernych? Albo dobrze trafiam, albo pisarze są coraz to lepsi.





  • „Chcę Być Kimś” M. Zawadka – a'la poradnik. Nigdy nie czytałam nic co przypominałoby poradnik. A jednak! Zaczynając współpracę z firmą Perfect Coll pozycja ta pięknie wpasowała się w motywację, której potrzebowałam. Książka z zadaniami, z niesamowitą energią. Dla szukających motywacji, mocnych stron, chęci zmiany nastawienia i żądnych samorozwoju. „Chcę Być Kimś” ma aktualnie 3 części – przez wszystkie przeszłam z notatnikiem, ale także na szkoleniach Perfect Coll – ten temat zgłębię jednak kiedy indziej. Polecam także zajrzeć na jego profil Facebook i jego książki dla dzieci "Zarządzanie marzeniami", czy "Galeria Bajek".


  • „Na skraju załamania” B.A. Paris – kryminał, z dobrą trzymającą w napięciu fabułą. Nie chcę zdradzać więcej.


  • „Morderstwo o zmierzchu” F. Hitchcock – kryminalna pozycja dziecięca. Chyba mam do takich słabość, co więcej, na pewno sięgnę po inne tytuły. Szybko się czyta i mimo, że dla niektórych może być przewidywalna to jednak Ja miałam ogromną przyjemność z czytania jej.

  • „Księga snów” N. George - „Przeszłość i teraźniejszość, rzeczywistość i marzenia, prawda i to, co się prawdą wydaje, splatają się w jedną historię. Ścieżki trójki bohaterów krzyżują się w krainie snów, gdzie zacierają się granice, a wspomnienia dają drugą szansę na życie”. Choć nawet nie wierzę w śmierć kliniczną i tego typu rzeczy to ta pozycja była dla mnie bardzo emocjonująca. 


  • No i właśnie skończyłam „Rywalkę” S. Jones. Szczerze mówiąc, bałam się, że to będzie kolejny romans przypominający film „Sposób na teściową” z Jennifer Lopez, jednak ma głębszy sens. Szczerze polecam.







Mam kilka pozycji w domowej biblioteczce, które wciąż czekają na przyjście mojej książkowej „fazy”. Nie zdradzę ich tytułów, dopóki nie przeczytam. Jutro, za tydzień, miesiąc – Nie wiem.



__________________________________________

A Wasze związki z książkami? Są stabilne, intensywne czy może obojętne? A może nie wdajecie się w takie związki „na poważnie?”

Możecie polecić coś na faktach?



wtorek, 21 kwietnia 2020

Jak wybrać "dobry" kolagen?

Jak wybrać "dobry" kolagen?


Do tego wpisu zainspirowała mnie, (żeby nie mówić, że zmusiła) widziana ostatnio relacja jednej z influencerek z recenzją kolagenu do picia oraz rzekomymi efektami. Pominę nazwę - to naprawdę zbędne w tym momencie. Potem na dokładkę wpadł mi wpis na blogu jednej z blogerek także o tym samym kolagenie do picia i ochy i achy.

Trochę mnie to wkurza, że ludzie nie zastanawiając się nad skutecznością, ani składem sięgają po produkt, który tak naprawdę kolagen ma tylko w nazwie, albo owszem zawiera kolagen, ale albo roślinny, albo bydlęcy czy jaki tam jeszcze inny. I po okresie, kiedy efektów brak zniechęcają się do zażywania kolagenu, zniechęcają innych do jego używania i podważają wszystko co związane z nim, bo przecież na nich nie działa ten akurat pseudo produkt.

Albo co gorsza używają produktów słabych uporczywie wmawiając sobie i innym, że działa. A taka influencerka, która ma bardzo wysoką oglądalność zachęca do korzystania z produktu o którym tak naprawdę g*wno wie. I pokazuje efekty na Insta (które powinna zawdzięczać ilości wypitej wody oraz ćwiczeniom, a nie kolagenowi do picia – to akurat info sprawdzone – z tej samej relacji). No przepraszam bardzo, ale musiałam ją uświadomić – zrobiłam to naprawdę kulturalnie i czysto merytorycznie. Stwierdziła krótko – „Mojej koleżance pomógł, a i ja widzę pierwsze efekty, jak to wyjaśnisz?” - Dałam sobie spokój z kopiowaniem i wklejaniem treści, którą wysłałam jej chwilę wcześniej. Na siłę nikogo nie uszczęśliwię. :)


Będąc Partnerem Perfect Coll odbyłam naprawdę sporo spotkań informacyjnych, na których dowiadywałam się czy warto i dlaczego warto używać akurat ich kolagenu. Jak jest stabilizowany, z jakiej ryby jest pozyskiwany itp.


Wybierając kolagen uczulam, aby dowiedzieć się jaki jest warty uwagi.
Takich „kolagenów w samej nazwie” jest ogromna ilość na rynku, a że kupiony np. w aptece to nie oznacza, że jest skuteczny i posiada dobry skład.


Nadmienię jeszcze, iż Kolagen jest to najważniejsze białko strukturalne organizmu. Stanowi 30 % całkowitej masy białka ludzkiego i aż 70% masy białek skóry. Oprócz skóry kolagen buduje: włosy, kości, stawy, ścięgna, paznokcie, a nawet rogówkę oka. Jest również podstawowym składnikiem macierzy pozakomórkowej - o właściwościach kolagenu pisałam tutaj.


Ile jeszcze trzeba o tym trąbić i uświadamiać ludzi, żeby trochę się wysilili i poczytali skład, a nie ślepo brneli w urok reklamy czy niską cenę. I to tyczy się nie tylko kolagenu, ale także innych suplementów czy kosmetyków.



Zrobiłam zestawienie kolagenów „na topie”. Bo przecież jeśli decydujecie się na suplementację kolagenu to chcecie żeby działał, a nie dawał złudne wrażenie samego nawilżenia, czy zasilikonowanej twarzy.

Dla mnie DOBRY kolagen to ten, który jest HYDRATEM, a nie hydrolizatem kolagenu rybiego.

Wyjaśniałam to już, we wcześniejszym wpisie, wyjaśnię jeszcze raz:

Hydroliza jest zabójcza dla kolagenu. Aplikacja naskórna kremów z hydrolizowanym kolagenem może dawać efekty nawilżające, ale nic poza tym. W praktyce hydrolizat kolagenu jest po prostu uwodnioną postacią żelatyny.

Hydratacja kolagenu to reakcja wiązania molekuł wody, w której rozpuszcza się białko. Taki proces pozwala zachować biologiczną aktywność kolagenu, a więc również jego skuteczność.



Wygooglowałam najczęściej wybierane kolageny i przyjrzałam się czy jest to hydrolizat czy hydrat. Oczywiście wzięłam tu pod uwagę tylko kolagen pozyskiwany z ryb morskich, który jest najbardziej zbliżony do ludzkiego ( nawet nie wyobrażacie sobie ile jest produktów, które w składzie mają kolagen roślinny (nieporozumienie), wołowy, bydlęcy).


Oczywiście Perfect Coll – hydrat kolagenu rybiego (tołpyga)
Colway – hydrat kolagenu rybiego
Souvre – hydrat kolagenu rybiego
Collife – hydrat kolagenu rybiego
Doppelherz - hydrolizat kolagenu rybiego
Kolagen Morski Marine Collagen – hydrolizat kolagenu rybiego
Noble Health - hydrolizat kolagenu rybiego
DuoLife – hydrolizat kolagenu rybiego



Uczulam Was moi Drodzy Czytelnicy – jeśli nie decydujecie się na kolagen firmy Perfect Coll, a chcecie używać innego to sprawdźcie proszę skład i najważniejszą informację czy jest to hydrat czy hydrolizat. W aptekach raczej nie znajdziecie nic wartego uwagi jeśli chodzi o kolagen. 

W kosmetykach Perfect Coll nie znajdziesz chemicznych składników!






Odsyłam Was także ponownie na kanał YT, gdzie możecie się dowiedzieć nieco więcej o kolagenie, kosmetykach i suplementach Perfect Coll.





__________________________________

Czy choć trochę rozjaśniłam Wam, który kolagen to ten „dobry”?
Wpis miał na celu wzniecić w Was iskierkę chęci, aby sprawdzać składy nie tylko kolagenów, ale i innych suplementów czy kosmetyków.

Sprawdzacie składy używanych przez Was kosmetyków?




piątek, 17 kwietnia 2020

Sposób na piękną i długotrwałą opaleniznę.

Sposób na piękną i długotrwałą opaleniznę.


Lato zbliża się niemiłosiernie szybko, a przez cały ten stan wirusowy i hasło #zostańwdomu nim się obejrzymy, a będzie już cieplutko i gorąco nie tylko „od święta”. Słońce już ma ogromną moc, o czym mogłam się ostatnio przekonać. Ha! Gdy wszyscy w Polsce siedzą w domu z anemicznym kolorem skóry, ja wygrzewam się na słonecznym spacerze. (tak – uważam się za szczęściarę, że w tym momencie siedzę w DE, gdzie nie ma takich zaostrzeń jak w PL). 





Moja karnacja w okresie zimowym przybiera blady odcień, zimny i zdarzało się, że na jakieś większe uroczystości w zimie skorzystałam z solarium, ale od dwóch lat już nie mam z nim styczności.
Za to w okresie letnim wystarczy troszeczkę słońca i moja skóra nabiera życia i koloru :) 

Znalazłam świetny sposób na piękną opaleniznę, ale i na przedłużenie jej żywotności :)


Wiadomo nie od dziś, że skóra sucha szybko traci opaleniznę zdobytą na wakacjach. Praktycznie po lecie już jej nie ma, zanika, wraz z robionymi peelingami.

A moja skóra poprawiła się diametralnie od kiedy suplementuję kolagen (dla ciekawskich nie tylko odcień, ale też sprężystość, nawilżenie).


Najlepszy sposób na piękną i długotrwałą opaleniznę?
PC Kolagen grafitowy i Balsam do ciała PC Shea Amber.
Każdy kto zna i używa powie Ci to samo.


Dwa lata temu moja mama była w Egipcie. Wahała się nad tą wycieczką, bo nie lubi słońca (wychodzą jej przebarwienia na twarzy), ma bardzo jasną karnację, a że bardzo rzadko się opala, bo unika słońca no to możecie sobie wyobrazić jaka była „biała”. Na wycieczkę namówiła ją Koleżanka. Od tamtej wiosny mama przyjmuje PC kolagen liofilizowany i gdybym nie widziała tego na własne oczy to nie uwierzyłabym. Miała piękną brązową opaleniznę, nogi jakby zmieniły odcień – z zimnych białych, przybrały brązowy, delikatnie złoty kolor – cieplejszy odcień. Oczywiście stosowała filtr na twarz i to dość wysoki, ale na resztę ciała aplikowała kolagen grafitowy i dość często do tego balsam Shea Amber. Ale w co najbardziej nie mogłam uwierzyć to to, że ta jej opalenizna była widoczna jeszcze po zimie!!!!! No dla mnie to był fenomen.

Moja liderka na każdym spotkaniu informacyjnym w Gorzowie Wlkp. powtarzała, że przy stosowaniu kolagenu grafitowego i balsamu shea amber nie jest możliwością, aby słońce nas poparzyło, czy spiekło.


I uwaga!

Tak to prawda. Sprawdziłam na własnej skórze.


Co więcej... w najgorętsze dni co prawda mojemu Wojtasowi nakładam PC Aloesową Ochronę Przed Słońcem na twarz i ramiona, ale z reguły używam dla niego także grafitu oraz balsamu. I heja na dwór! Nie zdarzyło nam się jeszcze poparzyć słoneczkiem. Wystarczy tak naprawdę jedna pompka na każdą zwilżoną partię ciała. 




Cudownie jest się opalać, nabierać pięknego koloru i przy tym nie doświadczyć schodzącej skóry i plam na ciele. Wygląda to okropnie i zamiast się cieszyć opalenizną to szpeci. W Bułgarii 3 lata temu tak to właśnie u mnie wyglądało.

O właściwościach kolagenu grafitowego pisałam w poprzednim wpisie o kolagenach ---> tutaj.
Skóra jest odżywiona i nawilżona, a dzięki wysokiej zawartości melaniny świetnie sprawdza się właśnie między innymi przy opalaniu.



Baslam Shea Amber jest jednym z tych balsamów, który używam właśnie w lato, choć nie zawsze (mam uraz do używania balsamów, bo wszystkie drogeryjne były okropne – albo pachniały za bardzo, albo się ciulowo rozprowadzały, albo są po prostu tłuste. Po zaaplikowaniu i spacerze w pełni słońca zawsze czułam się lepka, brudna, bleee). Natomiast tutaj, jedwabna konsystencja balsamu powoduje bardzo łatwe rozsmarowanie i zero połysku – nawet mogłabym śmiało stwierdzić, że jest matowy – nie tłusty.

Zawiera naturalne składniki aktywne, masło Shea, kolagen, ekstrakt z aloesu, bursztyn, 3 rodzaje kwasu hialuronowego D-Pantenol (witamina B5), Alantoinę i Glicerynę.
Pachnie baaardzo delikatnie, a skóra po aplikacji jest żywsza, nawilżona i nie tłusta!!

A o PC Aloesowej Ochronie Przed Słońcem mam dla Was Spotkanie z Panią Dorotką.


__________________________________

A jakie Ty masz sposoby na piękną opaleniznę?
Może mój sposób przypadł Ci do gustu?
Lato tuż, tuż... trzeba zadbać o skórę.



Copyright © M. na zakrecie , Blogger